wtorek, 28 sierpnia 2012

Max Factor GLOSSFINITY NAIL POLISH – testujemy lakier do paznokci!

Na wstępie tej notki kłaniam się niziutko do stópek Redakcji portalu www.bangla.pl za udostępnienie mi do testów tegoż lakieru (kto nie wie, jakiego lakieru – odsyłam do tytułu notki).
Lakier jaki przypadł mi do testów to kolor 75: Flushed Rose. Od momentu nałożenia na paznokcie wiedziałam, że to piękny kolor. Produkt łatwo nanosi się pędzelkiem na paznokcie, na malowanej powierzchni nie tworzą się żadne smugi czy zacieki. Profesjonalnie, niemal jak u kosmetyczki można nim pokryć pazurki nawet u prawej ręki (a przecież wiadomo, że wszystkie praworęczne kobietki mają z tym kłopot). Na szczęście jest on dosyć gęsty i nie ucieka z pędzelka podczas zabiegu malowania.
Kolor 75 jest żywy i jest to taki kameleon – w świetle dziennym wygląda dosyć różowo, a przy sztucznym oświetleniu robi się z niego pomarańczowy odcień. Ma też nieziemski blask, który nie blednie po 2-3 dniach, a trzyma się i trzyma. I tak trzyma się te obiecane 7 dni. Nie tylko blask, a cały lakier, oczywiście! I to nawet więcej niż siedem dni!
Zmyłam go dnia dziesiątego i to z powodu tego, że mi się znudził. Nawet po tych 10 dniach na pazurku lakier wyglądał zjawiskowo i żal mi było go zmywać, ale chęć zmiany zawładnęła mym umysłem!
Na pewno kupię sobie jeszcze inne kolorki z tej serii lakierów Max Factor i z niecierpliwością wypatruję wypłaty na moim koncie!

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Lirene maXSlim – peeling do ciała

Właściwie nie wiem, co mnie podkusiło do zakupu tego peelingu… A, nie! Jednak wiem – to cena! Kosztował dokładnie 11.99zł, co w porównaniu z obecnie używanym peelingiem konkurencji za ponad 30zł(!) jest niezłą okazją!
I tak zostawiłam przy kasie małą sumkę i pospiesznie udałam się do domu z wielką nadzieją, że ten tańszy kolega mojego ideału okaże się równie dobry… Zacznijmy jednak od początku.
Peeling zamknięty jest w tubie 200ml – raczej poręczna i da się z niej wygodnie wydobyć kosmetyk podczas kąpieli. Po otwarciu urzekł mnie lekki, przypominający cytrusy zapach. Kolor peelingu jest pastelowo-zielony. I to tyle od strony techniczno-zapachowej. Teraz przejdę do działania.
Kosmetyk się nie pieni, ale po kontakcie w wodą idealnie rozprowadza się na ciele. Kolor z żółtego staje się biały, a grube drobinki ścierające szorują skórę, że aż miło! Wiadomo że taki peeling ma mocne substancje aktywne, które mogą podrażnić co nieco. U mnie jednak po umyciu żadne podrażnienia czy zatarcia nie wystąpiły, a skórę mam dosyć wrażliwą. Co do efektów ujędrniających… u mnie niestety jest co ujędrniać, bo ma skóra po ciąży nie prezentuje się najlepiej.  Oczywiście samym peelingiem cudów nie zdziałam, ale stosowany regularnie z balsamem do ciała firmy X pomaga mi zbliżyć się do ideału. Po wyjściu z wanny i osuszeniu ciała ręcznikiem czuję, że jest ona odpowiednio oczyszczona i przygotowana na dalsze zabiegi.
Czy ma on jakieś wady? Ano ma! Drobinki złuszczające nie rozpuszczają się tylko latają po wannie i drażnią człowieka! Ponadto trzeba go długo spłukiwać, żeby pozbyć się kosmetyku z ciała.
Peeling Lirene spokojnie można stosować nawet trzy razy dziennie. Niestety jego wadą jest dość niska wydajność. Być może zależy to też od człowieka, bo ja przy kąpieli nie żałuję sobie grubej warstwy peelingu i z mojej łazienki zniknął on w przeciągu 2.5 tygodnia… Gdzieś tam z boczku lata sobie zdjęcie składu, gdyby ktoś miał co do niego wątpliwości, polecam lekturę (żeby zobaczyć zdjęcie w pełnych rozmiarach, trzeba na nie kliknąć).
Czy kupię ponownie? Tego jeszcze nie wiem. Muszę jeszcze raz przeanalizować wszystkie za i przeciw. A oto zestawienie w tabeli:
Za: Przeciw
- dobrze złuszcza martwy naskórek
- tani
- nie podrażnia
- wygodna butelka
- po użyciu skóra wygląda świeżo i jest
przygotowana na dalsze zabiegi
- niska wydajność
- drobinki peelingu nie rozpuszczają się
w wodzie tylko latają po wannie
- trzeba go długo spłukiwać z ciała

niedziela, 5 sierpnia 2012

Mam Baby – przesyłka dotarła

Dzisiaj będzie bardzo krótko. W piątek dotarła do mnie paczuszka, a w niej produkty firmy MAM, z którą nawiązałam współpracę. Poniżej zdjęcie, które na szybko zrobiłam – jutro będzie więcej!