poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Trochę logopedycznie, trochę osobiście z okazji światowego tygodnia karmienia piersią.

Właściwie niedługo kończący się tydzień karmienia piersią ma na celu informowanie matek i przyszłych matek o korzyściach płynących z mleka matki oraz o naturalnych predyspozycjach każdej kobiety do wytworzenia pokarmu i wykarmienia dziecka piersią matki. 

Jak to jest z tym karmieniem z punktu widzenia i z doświadczenia mamy logopedy?
Czy to, że pierwszej córki (obecnie ma 7 lat) nie karmiłam piersią wpłynęło negatywnie na jej aparat mowy?
Jak na mamy karmiące reagują ludzie w moim otoczeniu?


Zapraszam do dalszego czytania i do dyskusji.
Odpowiadając na pierwsze i od razu na drugie pytanie - mam dwójkę dzieci. 
Starszej córki nie karmiłam piersią. Nie dało się, próbowałam wiele razy ale skończyło się na tym, że przez 9 miesięcy odciągałam mleko laktatorem i podawałam w butelce, a po 9 miesiącu jej życia przeszłam całkowicie na mleko modyfikowane. 
To było w 2011 roku. W pierwszym roku życia faktycznie niewiele chorowała, mimo że ja biegałam do pracy w przedszkolach, od kiedy moja M. skończyła 9 tygodni - kiedyś nie dawali 1000zł przez 12 miesięcy za darmo. 

---> wylewam żale, pomiń ten akapit, jeśli nie lubisz czytać takich dodatków <---Za coś trzeba było się utrzymać, a ja pracując w ciąży na śmieciówce nie dostałam od państwa nic, a i od śmieciówkowego pracodawcy na do widzenia dostałam miłe "a chłopu niech pani powie, żeby sobie znalazł lepszą pracę". 

A wiadomo - w przedszkolach rotawirusy i inne jelitówki biegają po podłogach. Do teraz wierzę, że odporność miała dzięki mojemu (odciąganemu) mleku.
Teraz mamy 2018, wszystko jest z nią dobrze logopedycznie, pięknie wymawia wszystkie głoski, jest komunikatywna, wygadana i językowo wszystko z nią w normie, mimo ssania butelek od urodzenia.

A co z synem? Nauczona doświadczeniem z 2011 roku, do wyprawki dla syna zakupiłam najnowszy model laktatora automatycznego, obkupiłam się w zestaw najlepszych butelek, które przed porodem pięknie wyparzyłam i spakowałam to wszystko do wyprawki. Miałam oczywiście 1 opakowanie mleka początkowego na wszelki wypadek.

I co?

Po porodzie młody tak pięknie się dossał, że nawet położna na porannym obchodzie zwróciła się do lekarza słowami "ta pani jest po cesarce, ale już ma pokarm i dzidziuś pięknie się przystawia"
Położna, która przychodziła do nas na wizyty po porodzie mówiła to samo, że tu nic nie trzeba pomagać, bo młody tak pięknie chwyta i ssie pokarm. Mimo tego jego przyrośniętego języka... teraz po zabiegu podcięcia chwyta i ssie tak samo dobrze. Nie ma też problemów z jedzeniem z łyżeczki oraz z piciem z kubka. Ładnie też gryzie chleb i chrupki kukurydziane. Jak będzie w przyszłości z jego aparatem mowy? Zobaczymy... Na pewno dam znać.

A co do odporności, to również w tej kwestii pięknie. Od kiedy młody skończył 2 miesiące, regularnie jeździłam z nim na zajęcia fitness, od 4 miesiąca życia bywamy w klubie dla mam, a od kwietnia 2018 w mało licznej grupie dzieci uczymy się angielskiego podczas zajęć dla maluszków. Do tego co tydzień jeździmy na basen, także stykamy się z różnymi środowiskami. Mój 9cio miesięczniak nigdy poważniej nie zachorował. Miał jedynie 2 epizody z wysoką gorączką, ale taką którą dało się zbić zwykłym paracetamolem, a po kilku dniach gorączkowania pojawiły się ząbki. 

Także tyle o moich logopedyczno - odpornościowych osobistych doświadczeniach z karmieniem.

A teraz kilka słów o tym, jak na mamy karmiące reagują ludzie w moim otoczeniu.

To może zacznę od otoczenia wirtualnego. Na szczęście w regulaminach większości społeczności dla mam na portalach takich jak FB jest zakaz dyskusji o wyższości pokarmu kobiecego nad mlekiem modyfikowanym. Uff, na szczęście. Widziałam kilka takich dyskusji i naprawdę te baby, gdyby mogły to by się pozabijały przez łącze internetowe. 

Sama raz coś napisałam, z resztą zgodnie z prawdą, że gdybym umiała i miała możliwość karmienia piersią pierwszego dziecka to bym karmiła do ostatniej kropli ( w głowie miałam głównie myśl, że po co po miesiącu odstawiać dziecko, które potrafi ssać pierś i przechodzić na mm jak to jest nieopłacalne finansowo). Ło dżizas, co to się działo po moim wpisie. Jedna aż z grupy uciekła, a druga prawie się popłakała że jak tak możemy (z inną dziewczyną) pisać, bo ona "kp" ale nie rozumie po co się z tym tak obnosimy. Nosz masakra z tymi ludźmi... O karmieniu piersią strach już się wypowiadać w każdą stronę, tak samo jak o szczepieniach czy o wyższości sn nad cc (czy tam odwrotnie).

Także już się z tym nie obnoszę i przechodzę do otoczenia realnego.



I tyle mam do powiedzenia odnośnie mojego otoczenia realnego ;) 

 Podsumowując, jak dobrze że jest Internet, bo razu mi lepiej po podzieleniu się z wami moją historią. Wpis miał się skończyć po odpowiedzi na pierwsze i drugie pytanie, ale trochę się wciągnęłam.
To tyle na dziś, zdjęcia mnie karmiącej nie będzie bo tak jak pisałam wcześniej, mam za dużo kompleksów związanych ze swoim ciałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz